Sfajczyła mi się łąka
Kurwa!
A taka była piękna
Pełna eterycznych oddechów wrotyczu
Bladych policzków rumianu
Spojrzeń z kwiatów bławatu
I cała w misternych koronkach z lubczyku
Krzaczyły się nawet peonie
Ich barwnym kobiercem kolorów
na każdą przewrotną okazję
Sfajczyła mi się łąka
Kurwa!
Taka była piękna
Unosił się na niej błekitny wieloryb
Stary dziad z uśmiechniętą gębą
Ale ten mój waleń
nie pożerał proroków
Nie zakuwał w dyby
Bo to był mój Bóg
Wiekuiście uśmiechnięty
dobrotliwy głupiec
Ogień za to upierdolił mu ogon
I zdechł
Podczas kiedy
on odchodził spowity w płomieniach
ja zrobiłem wszystko by być bliżej grzechu
Ratowałem konie
Wywiodłem je wszystkie ze stajni
Na młodość
Na radość
Na czas
Na cudność
Na piękność
Na pysk
Na zwierzęcy pęd ku życiu
Dzięki Bogu
przetrwały
Rozbiegły się wdzięczne
i poniosłe
Ale to był mój
osobisty Bóg
Łąka mi się kurwa sfajczyła!
Taka była piękna
Dotykam jej teraz bosymi stopami
Oswajam się z nią
od nowa
Dopala się parząc moje nagie pięty
Bezradnie rozkładam ramiona
Kurwa!
Sfajczyła się łaka
Taka była piękna
Została mi po niej
tylko
„szaranagajama”
jej płonność
i moja spermatogeneza

Termin cytowany w tekście pochodzi z wiersza
„Ach gdyby, gdyby nawet piec zabrali…”
Mirona Białoszewskiego.