Mężczyźni z Kolbuszowej wykonują prace zlecone
i pozorowane ruchy
wytrwałych artystów od czarnej roboty
Tak czy owak
nic się nie przydarza
pomimo niewyobrażalnego nakładu istnienia
oraz licznych genetycznych wstrząsów
Bojowymi wozami
raz w tygodniu
odstawiają dzieci
na zaklęcia do ojczystej szkoły
eksponując drabiny
mało efektywne schody
do własnego Nieba
i do szarej strefy
Zamiast piąć się w górę
drobnymi krokami
schodzą na dno Piekła
po te inne
niezbędne do zbawienia narodu
klamoty
Kolebią się na tylnych siedzeniach pojazdów
poplamione farbą i cementem
Z kolei dobrotliwe pacynki
wygładzone leniuchy
fachowcy
od ustnej roboty
podtrzymują łaknące penisy w półwzwodzie
i żyjąc niechlujnie w samouwielbieniu
i w poczuciu wieczności
zachowują pozory świętości
poruszając się spacerowym krokiem
w kategoriach doczesnych
Przez mistyczny swąd palonego wosku
przebija agresywny zapach spermy
pasteryzowany w purpurowych gaciach
Po łebkach nauczając religii
językiem przywódców
podpinają się pod cudze zasługi
pomijają cierpienie
i odruchy litości
Idylicznie dupczą sobie z doskoku
po cichu
i bez zobowiązań
Raz w tygodniu ortografia
z odrobiną historii
przeszkadza im wszystkim w krętej drodze do celu
Tymczasem przewielebni rodzice
zgonieni jak psy
pędzą w pocie czoła
opóżnieni jak zwykle
poprzez przekłamane idee
swego kontynentu
przereklamowane ideały
miasta
na wyczerpujące zajęcia
z gimnastyki dla polskich rolników
Zaniżając dochody ruszają na łeb i
na szyję
na żebry
po dopłaty z merostwa
Rejestracje z mojej Ojczyzny
drażnią przypadkowych kierowców
choćby takich jak ja
Dla tubylców
wolność równość braterstwo
jednoznacznie sprzęgły się
z aksjomatem śmierci
pełnym niepokoju o ich przyszłość
i dostatnie życie
kosztem bliźnich
z gorszej strony Świata
Obrzydliwa chronologia wartości
buja się w obłokach
elementem kłamstwa
Zbytecznym pojęciem Boga
i jego Jestestwa
a doczesność stara się za wszelką cenę
mieć niewiele wspólnego
z obietnicą wieczności
ale w zamian za to
ma tak wielkie
głupio zakłamane oczy…
Zaraza chłonie ideały…
Żaden z nich nie jest w stanie
uzasadnić powszechnego cierpienia
Tak czy owak
chyląc się ku upadkowi…
frustraci władzy i dostatku
generują zyski…

To po jednej stronie…
A tymczasem po drugiej
podążając dalej
tam kilkaset kilometrów w stronę Atlantyku…
nieustannie trwa rozpędzony bal…
imigrantów z Zachodniej
imigrantów z Pomorza:
– Zdrowie!
– Zdrowie Waszmościowie!
– Zdrowie stracisz na budowie!
– W szczytnym celu przyjacielu!
– Aby po codziennym trudzie!
– Dobrzy i poczciwi ludzie!
– Mieli gdzie spożywać wódzie!
Po czym następuje
punkt kulminacyjny
kiedy to w kłębach i w oparach
niczym chórem kozłów
niesie się antyczna recepta na życie:
– Co dzień z życiem toczym walkę!
Żeby było na paciarkę!
Ze zwieszoną głową ktoś bełkocze w kącie że:
– Kenza zwycienza
Ktoś inny rzetelnie doradza mu z boku:
– Powiedz Vanessie to ci odessie!
Czy też:
– Jerzy pierdolnij się z wieży!
A kolejny sponiewierany obywatel Świata
żując niemrawo słodkiego rogala
obwieszcza rzewnie przytłumionym głosem:
– Gdyby takie rogaliki
można zawieść do Afryki
to Murzyni
jedli by je na pustyni!
A jeszcze ktoś inny podchwytuje napoczęty temat:
– Na wyspie San Domingo
zamieszkał mały Mingo (Dominik)
Zasłynął z wielkich czynów
prześladując Murzynów
Raz w pewien dzień znużony
powracał przygnębiony
Na drodze jego życia
zjawiła się samica
Rzecz stała się koszmarna
samica była czarna
O merde! – pomyślał Mingo
wysuwam z San Domingo
Potem z troską w głosie kolejny osobnik
twierdzi z niezachwianym przekonaniem że
niejaki Dawid z tą nową kobitą
to ma fest przesrane
i po krótkiej chwili czkając ile wlezie
dosadnie charakteryzuje związek tych dwoje:
– Zachciało się kurwie
zostać wielką panią
Przechodził Dawidek
i chyc wskoczył na nią
Po czym prędko stwierdził
z udanym niesmakiem
że ona jest Pusią
zaś on jej Pusiakiem
Przypomnę co mówił ci Jurek kochanie
Oddałeś kutaska bracie!
Za mieszkanie!
I w tym oto momencie wypity młodzieniec
resztkami tchu i entuzjazmu
wyraża płaczliwie tęsknotę
za swoją szanowną małżonką
pozostałą w kraju Bogusławą:
– Trzeba ze dwadzieścia godzin
aby dostać się do Bodzi
A więc jadą do niej Glusie
jedząc klusie w autobusie
I natychmiast ktoś karci go oraz koryguje:
– Gówno prawda!
Przecież Glusie
piwo piją w autobusie!
A wszystkim tym patetycznym wynurzeniom
towarzyszy puszczany na okrągło utwór
grupy „Zdrowa Woda”
pod tytułem „Bractwo”
Przebijają się z trudem przez pijacki zgiełk
słowa jego refrenu:
„Piwo jest dobre
Piwo pić trzeba
Kto pije piwo
Pójdzie do Nieba…”
I natychmiast ktoś z tłumu rozpalonym głosem
podejmuje wyzwanie
dośpiewując autorską wersję  przeboju:
– „Piwo jest dobre
Piwo pić trzeba
Kto pije piwo
Pójdzie do Nieba”
Picie browara więc nie jest grzechem
Zatem przepijam forsę z pośpiechem
Ale pamiętaj!
Ten kto wytrwale browara szuka
Ten się z pieniędzy już dawno spłukał
Jak się zapomnisz to będzie chryja
Musisz z umiarem umoczyć ryja
– Nieprawda! – Ktoś inny stanowczo zaprzecza rzucając mu z boku:
– Piniądz jest dobry!
Piniądz mieć trzeba!
Kto ma piniądze!
Pójdzie do Nieba!
A ktoś innny jeszcze przeczy im wszystkim
drąc ryj z toalety:
– Kto o pieniądze zabiega wściekle
nie w Niebie skończy
lecz skończy w Piekle!
Po czym słychać błyskotliwą ripostę całej ludzkiej masy:
– Niech Diabeł w kotle miesza melasę!
Z tego też można wyciągnąć kasę!
I wówczas to
ktoś beknął

zachłysnął się
zzieleniał
komuś się odbiło

i chlusnęła jego twarz
zawartością swojego żołądka…
I dobrze że to nie krwią…
bluzgał
w całym gronie ten jeden z niewielu
którego organizm nie zatracił jeszcze
zdolności samoodtruwania…
I tak dalej tak dalej i dalej…
trwa bal imigranta…
Postacie z wolna zapadają w sen
A w tym śnie…
Jest cudnie…
Antek rzygał…
Staszek rzygał…
Ignac rzygał…
Wszyscy my rzygali…
Masakra…
Fajnie było…