2014-09-14 17.39.25

A może by tak któreś z Was dorosłe dzieci
chociaż raz jeden podjęło taką próbę
chociażby miała przynieść zgubę każdemu z Nas
to pewnie warto by zapyskować na arenie
raz jeszcze wdrożyć słowa trud
choć nudne dzisiaj to zajęcie
w cenie nie jest przedsięwzięcie
aby spróbować otrzeć ludziom łzy
i
 zniszczyć gestem tym nieszczęście…

Zamiast uprawiać trudy wojny
zamiast kurduplem być dostojnym
może by warto być przystojnym
po prostu ludzkim
chociażby jeden raz przez chwilę
wdrożyć się w bój
ale w na tyle ważkie słowa
żeby bojowa była mowa
i jak się wszystko dobrze złoży
jakoś doleci to do przestworzy
żadna modlitwa ani tam takie…
ale przesłanie nie byle jakie
może zobaczy w końcu Bóg
że nie uczynił to co mógł…

Z dorosłych ludzi
żołnierze się przemienią w dzieci
i odpuściwszy nową wojnę
zaproponują sny banalne
ale prorocze i spokojne
te o miłości i o trwaniu
o przemijaniu przebaczaniu

Dlaczego w tak prostacki sposób
przeniknąć chcę do paru osób?
Bo moi drodzy proste wiersze
na wojnę z wojną idą pierwsze
w ich bezczelności drzemie siła
bo proste rymy najlepszy sposób
kiedy szykują się zadymy…

Ale czy ja…?
Dorosłe ja…
to nic nie znaczy
tępo się gapi i prostaczy
i głupi się dla niepoznaki
próbuje składać oferty z wierszy
jak zwykły czynić to wieśniaki

Podołać słowem to nie ja
Bezsilność mruży krnąbrne oczy
i bez talentu nie podskoczysz
nie umiem pisać do momentu
póki nie zbluźnię
póki łapami słów nie skruszę
jak bryłę ziemi
jej wojny nienażartą duszę

Bo nie pojmuję…

Może ktoś z Was
w słowach wymowny i spokojny
inny stosunek ma do ludzi
Ja nie!
Codziennie rano pragnę wojny
kiedy mnie gwar oręża budzi
wstaję i konam i w tym konaniu
lgnę do ludności w mym przekonaniu
kiedy sie tylko mój duch rozpali
kiedy się golę
spoglądam w lustro
wojnę pierdolę

I Wy pomyślcie…
Bo kiedy Ona
uda pryszczate przed oddziałami z rana goli
też ją pierdolcie codziennie w lustrze
tak jak i Ona Was pierdoli


I znów odwaliliśmy kawał dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty – jak by powiedział mój serdeczny przyjaciel, który zapewne nie wie, że jest moim przyjacielem.
Markowi Sadowskiemu i jego szanownej małżonce Elżbiecie o przepięknie brzmiącym rodowym nazwisku Sołowiej,,,
dedykuję ten wiersz i zaręczam z pełną świadomością umysłu, że z tej Eli to jest kawał fajnej baby.