Ostrakony są wszędzie

Dziękują Ci Panie – wściekłe tłumy świata,
ryczące w antycznym zapale –
żeś objawił te rzeczy, żarliwym prostakom.

Patrz Chrystusie!

Powiek nie przymykaj!

Obdzierają ze skóry, pastelowe ciało Hypatii
i gruntują nim wizję, na kolejne dekady i wieki.

Gardzielami tumanów, kształcą rzeczywistość…

Demolują, rękami tłumoków i tłuków,
żywy tors antycznej niewiasty,
poszarpany ostrzami ceramicznych skorup
i kamiennych rylców.

Przekładają czym prędzej, na język miłości –
metody i wzorce.

Śmierć – jarzmo człowieka –
prowadzi ich dusze, do ziemskiego raju.

Zanim, na Twych oczach rozszarpią
kolejny organizm,
i podpalą jeszcze jedno mięso…

Nim obedrą ze skóry,
ten szlachetny klejnot swego pożądania,
i potną go żywcem na plastry…

Nim wyłupią mu oczy i wywloką siłą,
pozbawiając godności i szat…

W powszechnym zapale…

W błędnowierczej ułomności ducha…

W imię przyszłych Świętych – potęgą człowieka,
zabiją i Ciebie Jezusie.

By utrwalić Boży obraz świata i porządek rzeczy,
na To podobieństwo i na modłę własną,
utłuką kolejnych przechodniów,
jak przystało na prawdziwych wiernych.

Pozbawią ich prawa do pojęcia Ja,
by słowa w ich ustach z dnia na dzień,
stawały się martwe.

Czym zatem jest prawda? –
zapytam Cię Ojcze słowami Piłata.

Nim zapłoną na nowo
księgi Aleksandrii…

Nim spłoną jej zwoje mądrości,
i w bezkształtną masę,
zleją się raz jeszcze,
krwawe strzępy doczesnej powłoki…

Ponawiam pytanie:

Czym staje się prawda?…

Naga.
Ślepa i cała w płomieniach.
Odarta ze skóry.

Stróże Prawdy!

Ostrakony egzystują wszędzie…

 

Reklamy